blog o zmianach na lepsze

Co zmienia się po ślubie?

<b>Co zmienia się po ślubie?</b>

Ślub to wielkie wydarzenie. Dwoje ludzi przysięga sobie miłość do końca życia i dbanie o siebie zarówno w tych dobrych jak i złych momentach. Są pary, które decydują się na zawarcie związku małżeńskiego bardzo szybko, bo i nawet po kilku miesiącach znajomości, a są takie, których związek trwa kilka dobrych lat zanim podejmą decyzję o wystartowaniu z przygotowaniami. Są też tacy, którzy ślubu nie chcą brać w ogóle i też są szczęśliwi. Bo czy aż tak dużo zmienia się po ślubie?

 

Zacznijmy od najłatwiejszego… nazwisko

Oczywiście nie zawsze i zdarza się, że to mężczyzna przyjmuje nazwisko żony, a nie na odwrót. Ja tu jednak popłynęłam za tradycją. Swoje nazwisko lubiłam, ale mój Mąż też ma fajne, wiec czemu nie 😉. I wtedy się zaczyna to „najłatwiejsze”… Bo jedyne co się zmienia to to, że zaraz po swoim imieniu nie mówię nazwiska, którego używałam przez 29 lat, ale nowego. Łatwizna, nie? Nie chcę pamiętać wniosków o nowy dowód czy prawo jazdy, które wypełniałam po trzy razy, bo sama już nie wiedziałam jak się nazywam. Albo odbierając paczkę dumnie podawałam nowe nazwisko, a po długich jej poszukiwaniach okazywało się, że na zamówieniu wpisałam stare… Powoli się przyzwyczajam 😉.

 

Mieszkanie pod jednym dachem

Tu może się zmienić wszystko, albo prawie nic… Wszystko zależy od związku i tego jak on przebiegał do tej pory. Dla tych, którzy przed ślubem mieszkali osobno, zmieni się bardzo dużo. I nie ma znaczenia czy pomieszkiwaliście u siebie i spędzaliście niemal każdą chwilę razem. To nadal nie to samo, co fizyczna przeprowadzka wszystkich swoich skarbów, zadomowienie się we wspólnym lokum i braku możliwości „pójścia do siebie”.

Bo dopiero wtedy można się tak naprawdę poznać w tych zwykłych, codziennych warunkach, przy codziennych czynnościach. Dopiero wtedy dbacie tak naprawdę wspólnie o miejsce, w którym mieszkacie. Dopiero wtedy dowiadujesz się, gdzie on najbardziej lubi zostawiać swoje skarpetki. On za to dowiaduje się, że Twoje kosmetyki zajmują pół łazienki, a nie tylko małą, podręczną kosmetyczkę 😉.

W sytuacji – takiej jak moja – gdy narzeczeni mieszkają razem przed ślubem, też nie jest tak samo. Teoretycznie otoczenie się nam nie zmieniło. Nadal wracam do tego samego domu, śpię w tej samej sypialni, odpoczywam na tej samej sofie i gotuję w tej samej kuchni. Ale i tak, jest jakoś inaczej 😉.

 

Mój Mężu, moja Żono! – gdzie się podziały nasze imiona?!

Ośmielę się stwierdzić, że takie coś dopada sporo młodych małżeństw. Fajne jest to, że w końcu można o sobie powiedzieć Mąż i Żona.

Jak dawniej opowiadałam komuś o moim WtedyJeszczeNieMężu, to zawsze miałam problem z dobraniem słów. „Chłopak” to mówiłam jak miałam 20 lat lub nawet mniej, teraz jakoś już mi to nie pasuje, chociaż czasem jeszcze używałam tego określenia. „Partner” czy „facet” po prostu nie przeszłoby mi przez gardło. Nie przeszkadza mi jak ktoś tak mówi o swojej drugiej połówce, bo to przecież normalne słowa. Ja po prostu ich nie lubię i nigdy tak nie mówiłam. „Narzeczony” już nieco lepiej, ale najczęściej używałam po prostu imienia i właściwie nie wiem czemu inne określenia zwyczajnie mi nie pasowały.

Ślub rozwiązał mój „kłopot”, a w domu zdecydowanie za dużo „mężuję” 😉. Ale nic nie poradzę, że taką przyjemność mi to sprawia, i lubię też jak Mąż się zwraca do mnie „Żono”! Do swoich imion na pewno jeszcze wrócimy! 😉

 

Bezpieczeństwo i plany na przyszłość

Nie mam na myśli tego fizycznego poczucia bezpieczeństwa – bo do tego ślub nie jest potrzebny, ale takie bezpieczeństwo psychiczne. Bo od teraz jesteśmy rodziną, a nie dwojgiem obcych ludzi – bo tak właśnie to wygląda z urzędowego punktu widzenia przed ślubem. To też sprawia, że wszelkie plany można wznieść na wyższy poziom. Na pewno były one już przed ślubem, ale ślub to jednak jest taki symboliczny moment i sporo osób dopiero po ślubie decyduje się na ich realizację. Dla jednych będzie to kupno nowego mieszkania, dla innych dzieci, a dla jeszcze innych podróż dookoła świata czy przeprowadzka do innego kraju.

 

Ślub to ogromne radosny moment. A zaraz po ślubie na jakiś czas wraca taka beztroska jak w czasie pierwszych randek! Dużo ekscytacji i motyle w brzuchu. Przedślubny stres dobiegł końca i można się cieszyć byciem Mężem i Żoną! Oglądając ostatnio zdjęcia z całej tej wspaniałej uroczystości, ponownie poczułam radość tamtego dnia.  Patrząc na kolejne zdjęcia przypominało mi się jak cudownie się wtedy czułam i jak piękny to był dzień! Sztuką jest budzić ciągle na nowo te wszystkie piękne uczucia i dbać o to, żeby wszystkie małżeńskie wspomnienia były równie wspaniałe!

A jak dużo zmieniło się po Twoim ślubie? 😉



19 thoughts on “Co zmienia się po ślubie?

  • Niby nic się nie zmienia, a wszystko się zmienia haha Chociażby dla kobiety razem ze zmianą nazwiska. Ale dochodzi też większe poczucie bezpieczeństwa, odpowiedzialność, wspólne majątki, które przykro mi mówić ale też łączą (to okazuje się w dalszej przyszłości bo na początku tak do tego nie podchodzimy), dzieci, obowiązki etc. No i jednak po ślubie nie odejdzie się od kogoś tak prostu jak przed ;)) Pozdrawiam po 17 latach stażu 😉

    • Ważne, żeby to wszystko co wymieniłaś łączyło, a nie dzieliło 🙂 i też mi się wydaje, że po ślubie ludzie się jednak podwójnie zastanowią zanim zdecydują się odejść w swoją stronę. A staż piękny! Życzę kolejnych szczęśliwych 17 i jeszcze dłużej! 🙂

  • Jeżeli planujecie dzieci to do imion nie wrócicie. Będziecie mamą i tatą, a potem dziadkiem i babcią. I kropka. 😀
    Ja nazwisko zmieniałam chętnie, bo swojego nie znosiłam 🙂

  • Mimo, ze nie uważam, ze ślub jest dla szczęśliwego związku najważniejszy, to muszę przyznać, że wraz z nim pojawia się w związku inna, nowa energia;) warto sprawdzić;)

  • Fajny wpis! U nas zmieniło się dużo, bo dopiero po slubie zaczęliśmy razem mieszkać. Niedawno minął rok po ślubie i przyznam, że był to naprawdę piękny i nowy dla nas rok. Jesteśmy bardzo szczęśliwi ze sobą a to najważniejsze… Pisałam trochę na blogu o tym zapraszam kingulencja.com

    • Mieszkanie razem to chyba ta największa zmiana, cała codzienność zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. Wspaniałe jest to, że mogliście się odkrywać i poznawać na nowo. Dużo szczęścia na kolejne lata! 🙂

  • Zgadzam się właściwie z każdym punktem. Też miałam problem z dobraniem słów, gdy mówiłam o moim… mężczyźnie 🙂 Najlepiej użyć imienia, wiadomo, ale przecież nie w każdej sytuacji się da. “Chłopak” średnio mi pasowało, ja dwudziestokilkuletnia, on trzydziestoletni, jaki znów chłopak? Facet, partner – dziwnie. Najczęściej mówiłam chyba “mój mężczyzna” albo “moje kochanie”, wiem, brzmi strasznie słoooodko, ale to mi chyba najbardziej pasowało. Czasem też “mój” + imię 🙂

    Do nazwiska się szybko przyzwyczaiłam. Mam podwójne 🙂 Ale tak, trzeba było wyrabiać nowe dokumenty. Za to teraz dziwnie się czuje, jak wpadnie mi w ręce jakieś pismo czy dokument z czasów panieńskich. Gdzie drugie nazwisko? 🙂

    • Bardzo się cieszę, że nie jestem sama 😀 Ja też chyba najczęściej “mój + imię” – najbardziej naturalnie i pasowało do większości sytuacji 😉 Ja nazwisko mam tylko jedno i wciąż się uczę! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *