piąty miesiąc z niemowlakiem
Mamą być

Mały Człowiek w domu, czyli piąty miesiąc z niemowlakiem!

5 miesięcy za nami! Minęły jak za pstryknięciem palca, a z drugiej strony mam wrażenie, że wpis o czwartym miesiącu z niemowlakiem pisałam już baaardzo dawno! 🙂 Przy każdym wpisie wracam do tych poprzednich i nie mogę się nadziwić, jak wszystko wylatuje z pamięci… Czytam i zadaję sobie pytanie: „naprawdę tak było?”, a to chyba dlatego, że ciągle się coś zmienia. To, co było w poprzednim miesiącu, już jest nieaktualne. Mamy nowe zasady, nowe rytuały, a to co było jeszcze miesiąc temu, staje się nagle takie odległe. Jedyne, co wiem, że na pewno się wydarzy, to… kolejna zmiana! 🙂

Co nowego w piątym miesiącu z niemowlakiem?

Patrzę na tego mojego Synka i mam wrażenie, że bardzo urósł w ostatnich dniach. Powoli robi się już z niego fajny „duży” Chłopak, chociaż jak śpi otulony w łóżeczku, to nadal widzę maleńkiego, słodkiego bobaska. Już od jakiegoś czasu nosi ubranka w rozmiarze 68, ale kombinezon, w którym jeszcze niedawno było całkiem sporo zapasu, już prawie cały jest wypełniony tym Małym Człowiekiem 😉

Do perfekcji został opanowany przewrót z plecków na brzuszek. Jak pewnego dnia spróbował i się udało, tak teraz nie ma dla niego lepszej pozycji. Jak odłożę go na matę, to nie zdążę nawet odejść, a ten Mały Koleżka już jest na brzuszku. Trzeba tylko pamiętać, żeby usunąć mu z drogi wszelkie przeszkody i zrobić miejsce na jego wygibasy. Oczywiście nie ma już najmniejszej możliwości, żeby został sam na łóżku na dłużej niż pół sekundy, bo nigdy nie wiadomo ile przewrotów nagle postanowi zrobić. A lotów z wysokości ćwiczyć nie chcemy 🙂

Jest dzieckiem bardzo radosnym i towarzyskim. Nikogo się nie boi i ciągle się śmieje. Podczas zabaw z tatą, jego chichranie słychać w całym mieszkaniu, a u lekarza podczas badania leży wyluzowany niczym ja na plaży. Czasem oczywiście też marudzi, bo jak każdy ma swoje „problemy”  😉 Ale i te, wspólnymi siłami jakoś rozwiązujemy!

Senne rewolucje

Najwięcej zmian chyba mieliśmy w związku ze spaniem. Największy szok chyba przeżyłam ja, bo jak wcześniej chodził spać koło 19 i mogłam mieć wolny wieczór, tak teraz, jeśli mój wolny wieczór zacznie się o 22, to mamy sukces! Niestety, wczesne chodzenie spać, ostatnimi czasy odeszło w niepamięć 🙂 Mówię niestety, bo przywykłam do tych długich, wolnych wieczorów, ale tak czy siak, całokształt snu mojego Synka wygląda całkiem nieźle.

Noce mamy nadal fajne (dobrze, że chociaż to się nie zmieniło). Jak już w końcu zaśnie, to budzi się na jedzenie między 23, a 1 w nocy. Ja wtedy jeszcze nie śpię, a jeśli chcę się wcześniej położyć, to karmię zanim zdąży się sam upomnieć 🙂 Rano śpi zwykle do 9. Zdarza się, że obudzi się koło 7, ale jest bardzo łaskawym dzieckiem i cichutko się wtedy bawi w łóżeczku. Jak się przebudzę, to nigdy nie wiem jak długo już nie śpi, ale zwykle poleży chwilę, pokręci się i idzie spać dalej. I ja czynię wtedy to samo i jestem wdzięczna, że nawet nie musiałam się podnosić z łóżka 🙂

Jak wstanie o 9, to za 1,5 godziny jest już tak zmęczony, że idzie na długą drzemkę. Nie jestem pewna, czym jest tak zmęczony, ale ja mam wtedy czas na zrobienie obiadu, albo wolne tylko dla siebie! Koło 13 jest kolejna, a ostatnia po południu. Chociaż na tą ostatnią już nie idzie tak chętnie, ale bez niej oczy mu się same zamkną koło 19, a taka godzina na drzemkę jest już średnio korzystna… szczególnie dla rodziców. Dużo można planować, ale co z planów wyjdzie to nigdy nie wiadomo! Ale powoli się już przyzwyczajamy do wieczorów we trójkę, a skoro się przyzwyczajamy, to pewnie lada dzień znów się coś zmieni 🙂

Hu, hu, ha, nasza zima zła!

Prawdziwej zimy jeszcze co prawda nie ma, ale można wyraźnie poczuć, że już trochę zimno się robi 😉 Pogoda nam nie straszna i to, że zimno nie przeszkadza nam w wyjściu na spacer, za to przeszkadza nam smog 🙁 A ten niestety gości ostatnio coraz częściej. Jak tylko w ciągu dnia powietrze się poprawia, to wychodzimy chociaż na chwilę, ale zdarzają się też dni bez spacerów. Jak widzę, że w aplikacji wszystko świeci się na fioletowo, to sama nie mam ochoty wychodzić, a co dopiero z dzieckiem. Oby takich dni było tej zimy jak najmniej, bo siedzieć w domu nie chcemy!

Mieliśmy też małą awarię wózka, więc musieliśmy odpuścić długie wyprawy. Ale na szczęście jest chusta, która uratowała nas w te dni i pozwoliła na chociaż krótki spacer 🙂 Sprawdza się też w domu, szczególnie przy popołudniowych drzemkach. I chociaż nie jest niezbędnikiem w całej naszej wyprawce, to ani chwili nie żałowałam zakupu. I pomimo, że na początku Synek nie był zbytnio zachwycony chustą, to cieszę się, że podejmowałam próby co jakiś czas. Bo w końcu „dorósł” do niej i z radością daje się zawijać! 🙂

 

Jeszcze tylko miesiąc i nasz Synek kończy pół roku! Kolejne zmiany, kolejne umiejętności do opanowania, kolejne pierwsze razy i mnóstwo radości z tym Małym Człowiekiem! 🙂 A jak było u Was?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *