siódmy miesiąc z dzieckiem
Mamą być

Mały Człowiek w domu, czyli siódmy miesiąc z niemowlakiem!

Ale mnie tu długo nie było… siódmy miesiąc z niemowlakiem powinien się tu pojawić miesiąc temu 😀 Ale odkąd mój Synek skończył sześć miesięcy, to mam wrażenie, że czas przyspieszył ze 100 razy! Z jednej strony zatrzymałam się na tych sześciu miesiącach i cały czas wydaje mi się, że właśnie tyle ma. A tu na liczniku już osiem przecież! Ledwo pamiętam kiedy było siedem, zaraz pewnie będę zdziwiona, że skończył już dziewięć! Serio, czas tak przyspieszył, że się nie spodziewałam. Obowiązków mi przybyło, czasu ciągle tyle samo i efekt jest taki, że często nie wiem jaki jest dzień tygodnia, mylę je kompletnie, a dziś (jest 10 marca, kiedy to piszę) powiedziałam Mężowi, że nasz Syn skończył 8 miesięcy, a to przecież dopiero za dwa dni! 😀 Dużo się działo, ale po kolei!

Na początku zaplanowałam te wpisy co miesiąc, późnij zastanawiałam się, czy po pół roku nie pisać ich rzadziej. Ale jak się cofam do wpisów z poprzednich miesięcy i je czytam, to stwierdzam, że koniecznie muszę mieć je tu wszystkie, nawet jeśli miałyby być tylko dla mnie 😀 A dzieje się u nas mnóstwo! Piotruś, co nauczy się jednej rzeczy, to od razu zaczyna trenować inną! Nie nadążam za nim! Co u nas?

Rozszerzanie diety, bałaganie witaj!

Oj, ten temat zdecydowanie zdominował ostatnie tygodnie i przez chwile przygniótł mnie chaos. Wywołany większą ilością obowiązków i dodatkowo bardziej aktywnym dzieckiem, musiałam wspiąć się na wyżyny dobrej organizacji, żeby jakoś to wszystko poukładać. W temat rozszerzania zagłębiałam się już bardzo dawno, czułam się dobrze przygotowana do tego etapu! Zdecydowaliśmy się na metodę BLW, więc byłam gotowa na bałagan jaki nas czeka. Ale do tego czas przygotowania, jedzenie, sprzątanie i nagle się okazało, że cały czas jestem w kuchni. Po tygodniu się poprawiło, ale motywacja nie spadała, bo na szczęście Piotruś jadł!

Pierwsze dwa tygodnie były naprawdę super, potem trochę mniej chętnie jadł, ale tak czy siak, cały proces przebiegał całkiem fajnie. Bałagan też jakoś znoszę. 😉 A to, jak bardzo kreatywna się zrobiłam w kuchni… chyba dlatego, że łatwiej sprostać dziecku, które dopiero poznaje nowe smaki, niż dorosłemu, który szuka ciągle nowych doznań na talerzu 😀 Prowadzę nawet pamiętnik z rozszerzania diety, więc jeśli jesteście ciekawi, jak to u nas wygląda, to  wskakujcie na nasz Instagram! 🙂

Nocne akrobacje

Dwa dni, a właściwie dwie noce przed rozpoczęciem rozszerzania diety, pogorszyło się spanie. Jeśli czytaliście poprzednie wpisy to wiecie, że pobudki nocne nie były u nas zbyt częste. Jadł koło północy jak ja jeszcze nie spałam, a później „spotykaliśmy” się dopiero rano. Po skończeniu 6 miesięcy zaczął się budzić jeszcze w nocy, czasem 2, 3, czasem nawet 4 razy. I były chyba dwie takie, kiedy miałam wrażenie, że nie śpię, tylko ciągle wstaję. I to nie jest tak, że narzekam, bo wiem, że dla innych mam 2-3 pobudki to jest standard i w ogóle luksusowa noc. Ale w naszym przypadku ciężko stwierdzić, co jest przyczyną, a może własnie jest ich kilka.

Rozszerzanie diety, wychodzące (prawdopodobnie) ząbki, przymiarki do raczkowania, aż w końcu zaczął raczkować kilka dni przed tym, jak skończył 7 miesięcy. W tym czasie, budząc się w nocy, od razu „wstawał” do pozycji na czworaka i to praktycznie przez sen, jak jakiś automat! 😀 Przed raczkowaniem dużo pełzał po domu, a to dużo zmian, nowości i atrakcji w życiu takiego małego człowieka. Więc ja to rozumiem i cierpliwie znoszę te nocki. Chociaż wiadomo, że i mnie dopada zmęczenie (zwłaszcza jak zamiast iść spać piszę wpis o 1 w nocy 😉 )

Drzemki w dzień są 3, czasem krótsze, czasem dłuższe. Na szczęście nie mamy takich ekspresowych 15 minutówek, tylko daje nam raczej trochę więcej czasu na złapanie oddechu 😀

Mój mały duży chłopak!

Mój mały Synek rośnie w oczach, jest długi i wcale nie taki lekki! Rozmiar ubranek to częściowo jeszcze 68 (zaczynam podejrzewać, że rosną razem z nim), a sporo też już mamy w rozmiarze 74. Nadal jeździ w gondoli, co mi jest bardzo na rękę, póki mamy zimę. Wychodzimy tak często jak się da, chociaż końcówka stycznia to było sporo dni pełnych smogu. Wtedy woleliśmy zostać w domu. Mamy też za sobą wszystkie szczepienia, które Piotruś znosił naprawdę super. Obeszło się bez gorączek i innych atrakcji. Nie choruje, gości lubi i póki co nie boi się nikogo. 🙂

A ja uwielbiam patrzeć jak się rozwija. Teraz właśnie jest ten czas, kiedy rozwija najwięcej takich bardzo „widocznych” umiejętności i z radością obserwuję cały ten proces. Trochę za nim nie nadążam, bo tak szybko wszystko się zmienia. Ale jest cudownym, bardzo pogodnym dzieckiem! 🙂 Ma swoje humory i trudniejsze dni, ale niezmiennie będę powtarzać, że mam bardzo łaskawe dziecko i narzekać na nic nie będę! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *