szósty miesiąc z niemowlakiem
Mamą być

Mały Człowiek w domu, czyli szósty miesiąc z niemowlakiem!

Pół roku! Mój malutki Synek ma już pół roku! Sześć miesięcy to szmat czasu, a przecież dopiero co się urodził. Pamiętam jak dziś, jak opuszczaliśmy szpital i przywieźliśmy maleńkie zawiniątko do domu. Teraz, to małe zawiniątko już nie jest wcale takie małe! Waży już całkiem sporo i niedługo przestanie mieścić się w gondoli! Taki Mały Człowiek, a tyle z nim radości!

Rośnie mi ten mój Synek szybko! Przewijak zrobił się jakiś taki krótki, wanienka dziwnie mała, ubranka co rusz przyciasne, gondola też się skurczyła ostatnio. Chociaż widzę go codziennie, to widzę jak się zmienia na buzi, ze jest już taki długi, rośnie mi duży, fajny Chłopczyk! Wszelkie przewroty, obroty, „wędrówki” na macie, „kursy” pod fotel zostały opanowane do perfekcji. Trzeba dobrze patrzeć pod nogi, bo to, że był metr obok parę sekund temu, nie oznacza, że nadal się w tym miejscu znajduje! 😉 Bez problemu przesuwa się do tyłu, chociaż nie zawsze jest to zamierzony efekt. Do przodu jest trochę trudniej, ale śmieszne podrzucanie nóg i dziwne wygibasy, czasem przybliżają go do zabawki o kilka cennych centymetrów. 😉

Mocno się też ostatnio rozgadał! Oczywiście w swoim własnym języku! Czasem podczas zabawy, potrafi tak „mówić i śpiewać” dobre kilkanaście minut bez przerw, jednocześnie trzymając w buzi jakąś zabawkę, albo własne ręce 😉 Jest bardzo wesoły i dużo się uśmiecha. A już szczególnie wtedy, kiedy stoję o godzinie 23 nad łóżeczkiem i zastanawiam się dlaczego jeszcze nie śpi!

Rekordy, których nie chcemy już pobijać!

A jeśli już o śnie mówimy, to w ostatnim miesiącu jest to dla nas największa zagadka. Czuję się niczym na loterii. Nigdy nie wiadomo, czy kładąc go wieczorem do łóżeczka, mamy takie same plany. To, co dla mnie znaczy „na noc”, dla mojego Synka czasem jest po prostu drzemką. 😉 Pobiliśmy już rekordy, jeśli chodzi o godzinę pójścia spać, nasz „najpóźniejszy” wynik, to chyba pół godziny po północy, nie licząc oczywiście Sylwestra. W końcu Nowy Rok trzeba jakoś przywitać, a jakże… ale o tym za chwilę. A co najlepsze, wieczorem ma siłę szaleć nawet i 4 godziny bez snu. Za to rano jak wstanie, to po 1,5 godziny już pada na twarz ze zmęczenia… tak dosłownie. 😉

Testujemy więc różne godziny drzemek, odwlekamy też moment pójścia spać, żeby znaleźć ten złoty środek. Ale żeby nie było, że narzekam! Nie! Noce nadal są fajne, jak ja się kładę spać, to mam pewność, ze przynajmniej do 7 mogę spać. Przy czym 7 to u nas jest baaardzo wcześnie i zdarza się bardzo rzadko. Średnia pora wstawania to 9 rano. Poza nocami, dość fajnie uregulowały się drzemki w dzień. Co prawda ich godziny się nieco przesuwają i musimy pilnować, żeby ostatnia nie była zbyt późno, ale jeśli chodzi o ich czas, to rzadko trwają poniżej godziny. Przez chwilę mieliśmy ich aż 4, teraz zwykle jest 3. Pierwsza przed południem zwykle trwa koło 2 godzin. Więc wolne wieczory nam się skróciły, ale za to drzemki w dzień dają chwilę wolnego czasu na ogarnięcie domowych spraw, czy po prostu na siedzenie z kawą w ręce 🙂

Święta, święta i po świętach!

Ostatni miesiąc, to również czas wielu atrakcji na naszego Synka, ze względu na święta. Pierwszy raz był aż 5 nocy poza domem i muszę przyznać, że zniósł taką zmianę znakomicie. Inne miejsce, brak własnego łóżeczka, dużo ludzi, to całkiem sporo bodźców dla takiego Małego Człowieka. Na szczęście, nie zauważyliśmy, żeby jakoś mocno odreagowywał ilość atrakcji. Chętnie się bawił, z radością przeskakiwał z rąk do rąk, a w nocy spał tak, jak zwykle.

Sylwester spędzaliśmy w domu. Chcieliśmy sobie zrobić wieczór filmowy i zaryzykowaliśmy odkładając go do łóżeczka tuż po 21. O 22 dołączył do nas w imprezowym nastroju i razem z nami przywitał nowy rok 🙂 Nie płakał, nie marudził, więc czego chcieć więcej! Zasnął 40 minut po północy, gdy ucichły odgłosy fajerwerków… Kto by chciał przespać nadejście 2020 😉

Rozszerzanie diety

Sześć miesięcy za nami, więc przed nami kolejny ważny etap, czyli rozszerzanie diety. Zobaczymy, jak wyjdzie w praktyce, ale wykazuje oznaki gotowości na ten krok 🙂 Bardzo ciekawi go nasze jedzenie, stabilnie siedzi w krzesełku, a jak dostał kilka razy jabłko do polizania, to aż mu się oczy świeciły. W ostatnich dniach zaczęliśmy również naukę picia z bidonu, żeby przy rozpoczynaniu przygody z jedzeniem kubek już nie był taką atrakcją. Nie wiem kto się bardziej cieszy na tą przygodę, ja się cieszę ogromnie! Nie mogę się doczekać wspólnych posiłków i mam nadzieję, że mój Synek będzie równie chętnie testował zawartość swoich talerzyków! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *