pierwszy miesiąc z noworodkiem
Mamą być

Nowy Człowiek w domu, czyli pierwszy miesiąc z noworodkiem!

Kiedy pierwszy raz zasiadłam do tego wpisu, jego początek brzmiał „Kilka dni temu nasz Synek skończył miesiąc”. Teraz, kiedy go publikuję, bliżej już nam do końca drugiego miesiąca. I chociaż każdy dzień wygląda podobnie, to codziennie doświadczamy czegoś nowego, poznajemy się coraz lepiej, a nasz Synek zmienia się bardzo szybko. No ale wróćmy jeszcze do tego pierwszego miesiąca… 😉

Pierwszy miesiąc z noworodkiem jest tym najbardziej przełomowym. Z dnia na dzień pojawia się taki mały, bezbronny człowieczek i zmienia całe dotychczasowe życie. Był to dla nas miesiąc pełen radości i wyzwań. Miesiąc cudownych chwil, jak i tych trudnych. Miesiąc „krótkich” nocy i coraz dłuższych spacerów.

Pierwsze dni w szpitalu

Nasz Synek przywitał się z nami późnym wieczorem i całą pierwszą noc postanowił przespać. Nie budził się nawet na jedzenie, ani nie płakał. To była ta noc, kiedy ja powinnam była korzystać z jego snu i również odpoczywać. Jednak rzeczywistość była nieco inna i spałam może godzinę z przerwami! Bo albo czuwałam, czy nasz Synek ma się dobrze, albo położne przychodziły sprawdzić czy u nas wszystko w porządku, albo płakał dzidziuś sąsiadki z sali, albo budziły mnie odgłosy z korytarza. Emocje też robiły swoje, więc chociaż byłam bardzo słaba i zmęczona, była to chyba najbardziej nieprzespana noc w mojej „mamowej karierze”.

W szpitalu spędziliśmy 4 dni. Podsumowując pierwszy miesiąc z naszym Synkiem stwierdzam, że te dni były dla mnie najtrudniejsze. O ile „obsługa” Maluszka od początku nie sprawiała nam problemu, to trochę gorzej było z karmieniem. Na początku, ilości pokarmu jakie mogłam zaoferować Synkowi były znikome. Była więc walka z laktatorem, głośne krzyki głodnego dziecka i wędrówki do położnych po kolejne porcje mleka. To właśnie przez to pobyt w szpitalu był jeszcze trudniejszy, było trochę smutku i łez. I oczywiście nie dlatego, że musiałam dać mojemu dziecku mleko inne niż moje. Wiedziałam, że na początku często tak jest, że pokarmu po prostu jest za mało. Bardziej dobiła mnie bezsilność – mój mały Synek płakał, a ja sama nie byłam w stanie mu pomóc, tylko wędrowałam z płaczącym dzieckiem po korytarzu, żeby mógł się łapczywie dorwać do kolejnego kubeczka mleka. Do tego doszło zmęczenie, chaos wokół, może hormony. Na szczęście taki mój stan trwał tylko jeden dzień. Wiedziałam, że płacz i stres tylko pogorszą sytuację, a najlepszym lekarstwem okazało się oczywiście wsparcie Męża.

Jesteśmy w domu!

Powrotu do domu nie mogłam się już doczekać, ze szpitala wyszliśmy po południu. O ile te pierwsze chwile były trochę chaotyczne, tak w kolejny dzień poczułam jak przyjemnie i spokojnie jest w domu, bez całego szpitalnego zgiełku. To było to, co dało mi ogromną dawkę energii. Mimo, że w domu mogłam robić dużo więcej, niż tylko leżeć – jak to było w szpitalu, to wszystko działo się zdecydowanie wolniej i spokojniej. Nikt nie patrzył mi na ręce i wszystko było jakieś łatwiejsze. Wtedy nasza przygoda zaczęła się na dobre! 🙂

Dzień za dniem…

Pierwszy miesiąc z noworodkiem to zdecydowanie czas wzajemnego poznawania się. Ciężko jeszcze mówić o jakimś konkretnym rytmie dnia w ciągu tego pierwszego miesiąca. Cały czas coś się zmienia, a my dopiero odkrywamy jak wygląda nowa codzienność. Niemniej jednak, porządek dnia się trochę powtarza, tylko staramy się nie przywiązywać do konkretnych godzin. Mały jest bardziej aktywny do południa, po południu zwykle ma dłuższe drzemki i wtedy też wychodzimy na spacer, a wieczorem jest kąpiel. Rytm dnia wyznaczają nam kolejne karmienia i to do nich dopasowujemy całą resztę.

“Obsługa” Małego Człowieczka

Jak już pisałam wcześniej, z tym nie mieliśmy żadnych problemów. Może nie mieliśmy wprawy w tych wszystkich czynnościach, może trwały nieco dłużej i nie wszystko było perfekcyjne, jednak nie stresowało nas ani przewijanie, ani przebieranie. Ufaliśmy sobie, że nie zrobimy Maluszkowi krzywdy i robiliśmy wszystko tak, jak podpowiadała intuicja.

Pierwsza kąpiel w domu odbyła się z położną. Dzięki temu wiedzieliśmy jak najbezpieczniej i zarazem najwygodniej trzymać Maluszka, co dokładnie robić, żeby dbać o niego jak najlepiej i żeby wszystko przebiegało sprawnie. Kąpiele nasz Synek bardzo lubi, jest wtedy bardzo spokojny i cichutki. Przy przebieraniu też nie robi awantur. Chociaż nie przepada za ubrankami przekładanymi przez głowę, to na szczęście rzadko się przy tym buntuje 😉

Dokładnie w dzień, jak nasz Synek kończył miesiąc, robiłam pierwszy przegląd ubranek. U nas to okres przejściowy pomiędzy rozmiarem 56, a 62. To ten moment, kiedy sporo ubranek w rozmiarze 56 już jest za małych, ale niektóre 62 są nadal zbyt duże, bo co firma, to inna rozmiarówka. Pierwsze w odstawkę poszły oczywiście pajacyki, bo tu ograniczały nas „stópki”, ale body i spodenki nadal są w użyciu. Jak przygotowywałam całą wyprawkę, to martwiłam się, że rozmiar 56 będzie u nas bardzo krótko, albo w ogóle nie zdążymy go założyć. I chociaż nasz Synek nie urodził się wcale taki mały i rośnie naprawdę szybko, to rozmiar 56 wystarczył spokojnie na miesiąc, a część rzeczy nawet na dłużej.

Noworodek to tylko je i śpi!

Zawsze jak słyszę to hasło, to kojarzy mi się to z „bezobsługowym” noworodkiem. Takim, przy którym nie trzeba nic robić, bo przecież tylko je i śpi. Czyli takim, który nie istnieje 😉. I chociaż u nas jest naprawdę dobrze pod tymi względami, to nie wszystkie dzieci takie są. Noworodki mogą przesypiać nawet do 20 godzin na dobę. Ale i wśród nich znajda się takie, które mają bardzo krótkie drzemki, budzą się kilka razy w nocy, nie zasypiają same w łóżeczku. Więc rodzic musi ciągle wstawać, nosić, lulać, usypiać. Karmienie takiego małego człowieka, to też nie jest łatwy proces. Zapewne są noworodki, których karmienie zajmuje pół godzinki, ale znajdą się też takie, którym zajmuje to znacznie więcej czasu. A noworodek ciągu doby może jeść nawet 12 razy! Przecież to masa czasu!

Na szczęście biorąc pod uwagę te dwie kwestie, nam akurat trafił się bardzo „przyjazny” egzemplarz. Karmienia zwykle trwają po pół godziny. Takie godzinne też się zdarzały, ale sporadycznie. Zwykle co 3 godziny, w trakcie upałów nieco częściej. Drzemki w ciągu dnia też raczej długie, w nocy dwie, czasem trzy pobudki. Oczywiście pojawiają się odstępstwa, są noce lepsze i gorsze, ale ogólnie narzekać nie możemy. W ciągu dnia też mamy sporo  czasu, żeby zająć się domowymi obowiązkami i ogarnąć bieżące rzeczy. W nocy też nawet trochę da się pospać 🙂

Poza jedzeniem i spaniem…

Zabawy! Przed narodzinami naszego Synka, nie kupowaliśmy żadnych zabawek. Taki Maluszek nie potrzebuje ich zbyt wielu. W prezencie dostaliśmy matę edukacyjną i to z niej korzystamy najczęściej. Noworodek tylko w kilku procentach może wykorzystać jej możliwości, u nas najczęstszą „zabawą” jest… patrzenie 🙂. Do maty dołączona były kontrastowe obrazki które przywiesiliśmy w łóżeczku. Nasz Synek potrafi leżeć nawet kilkadziesiąt minut i się w nie wpatrywać. Dopiero niedawno zaczął podążać wzrokiem za dźwiękami, więc grający jeżyk wiszący przy macie również coraz częściej jest w użyciu. Poza zabawami staramy się codziennie wyjść na spacer i te nasz Synek w całości przesypia. Często się też uśmiecha, chociaż póki co, są to chyba nie do końca świadome uśmiechy. Potrafi przewrócić się już z brzuszka na plecy i ma już wytrenowane dźwiganie główki – intensywnie ćwiczy już od pierwszych dni.

 

Podsumowując pierwszy miesiąc z noworodkiem muszę przyznać, że nasz Synek naprawdę nieźle z nami współpracuje. Nawet jeśli zdarzają się nam trudniejsze chwile, to stanowią raczej niewielką część czasu, a wszystkie nasze nowe doświadczenia zdecydowanie je wynagradzają. Na koniec każdego dnia stwierdzam, że przecież nie mam na co narzekać i dzień kończymy z uśmiechem 🙂

A jak, drogie Mamy było u Was? Sielanka czy codzienność przewrócona do góry nogami? Podzielcie się w komentarzu! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *