noworodek-Pierwsze tygodnie z dzieckiem – sposoby na łatwiejszy początek
Mamą być

Pierwsze tygodnie z dzieckiem – sposoby na łatwiejszy początek

Pojawienie się w domu nowego członka rodziny to mieszanka przeróżnych emocji. Szczęście, że w końcu ten mały człowiek jest z nami. „Pamiątki” z porodu, czyli ból i dyskomfort przez pierwsze kilka, czasem nawet kilkanaście dni. Odpowiedzialność, bo przecież ten mały człowieczek jest zdany tylko na nas, a przecież nie wzięliśmy go sobie tylko na chwilę. Radość i ekscytacja, bo tyle nowego przed nami. Wdzięczność. Szalejące hormony. Miłość i wzruszenie. Zmęczenie. Długo pewnie można by wymieniać i skakać ze skrajności w skrajność. Jeśli wszystkie powyższe występują na podobnym poziomie, to jest nieźle. Jeśli dominują te pozytywne, to już w ogóle bajka! Gorzej, jeśli szala przechyla się na stronę tych negatywnych, które zdecydowanie odbierają nam radość z pierwszych chwil bycia rodzicem. A przecież pierwsze tygodnie z dzieckiem, to powinien być taki wyjątkowy czas!

Radosna sielanka czy szkoła przetrwania?

Nasz Synek jest z nami już 3 miesiące i muszę przyznać, że dla mnie to zdecydowanie wspaniały czas i w większości przeważają te pozytywne emocje. Nawet jeśli mamy trudne chwile – bo oczywiście, że je mamy! – to wiem, że nie ma ich aż tak dużo, że za chwilę przeminą. A to z kolei sprawia, że dużo łatwiej mi przetrwać te gorsze momenty. Wygrywa u mnie cierpliwość, dobre nastawienie i dystans.

To, jak wyglądają te pierwsze tygodnie z maluszkiem zależy od mnóstwa czynników. Każde dziecko jest inne i każdy rodzic jest inny. Wizję tego, jakimi chcemy być rodzicami i jak chcemy wychowywać nasze dzieci, też każdy z nas może mieć inną – ja swoją również mam. Każdy z nas inaczej sobie radzi z takimi zmianami. Przyznaję, że nasz Synek na pewno nie jest przykładem High Need Baby (bardzo nie lubię tego określenia), więc pewnie mam nieco łatwiej. Ale jest kilka rzeczy, które bardzo nam pomogły w pierwszych tygodniach z niemowlakiem. Część z nich będzie pewnie oczywistych (chyba nawet chciałabym, żeby dla wszystkich były oczywiste!), ale kilka z nich może ułatwi też Twoje początki z maluszkiem. Pamiętaj jednak, że to są moje doświadczenia, z moim dzieckiem, które jest inne niż Twoje. Nie są to jakieś złote zasady, które sprawdzą się u każdego, ale to nie znaczy, że nie można próbować! 😉

Czytaj, poznawaj, planuj… i zaufaj swojej intuicji!

Jeżeli czekasz na swoje pierwsze dziecko, nigdy nie miałaś styczności z innymi maluchami, nie wiesz co, po co, jak i kiedy, to możesz tą wiedzę zdobyć. Genialne, co? 😉 Oczywiście nie nauczysz się obsługi dziecka z Internetu. Ale jeśli masz wątpliwości, czy nurtują Cię jakieś pytania, to szukaj tych informacji. Może to być położna, porządne artykuły w Internecie, polecane książki, możesz też zapisać się do szkoły rodzenia. Gdy już Twój dzidziuś będzie na świecie, to moim zdaniem i tak najlepiej polegać na własnej intuicji. Ale znalezienie odpowiedzi na nurtujące Cię pytania sprawi, że będziesz dużo spokojniejsza, pewniejsza siebie i bardziej świadoma. Pozwoli to też na weryfikację spływających dobrych rad – nawet jeśli są z założenia dobre, to niekoniecznie muszą być dobre dla Ciebie.

Filtruj informacje i miej swoją wizję!

Słowo „planowanie”, którego użyłam powyżej, może nie jest najbardziej trafione, bo macierzyństwa nie da się zaplanować. Ale możemy mieć swoją wizję macierzyństwa. Jak już poczytasz, to głowa może Ci pękać od nadmiaru informacji, ilości metod i sposobów na usypianie, karmienie, przewijanie i kto wie co jeszcze. Nie traktuj każdej takiej informacji jak punktu z instrukcji obsługi, tylko przefiltruj odpowiednio te informacje. Wybierz dla siebie to, co jest Ci najbliższe, co czujesz, że będzie w zgodzie z Tobą i będzie dobre dla Twojego dziecka. Da Ci to poczucie, że masz trochę nad tym kontrolę. Unikniesz chaosu i próbowania wszystkiego na raz. A zmienić zdanie, czy testować inne ścieżki – to możesz zrobić zawsze.

Wizja, a rzeczywistość

Kontynuując temat wizji naszego macierzyństwa warto pamiętać, że nie wszystko co sobie wymyślimy i zaplanujemy dla naszego dziecka, na pewno będziemy mogli zrealizować. Czy to znaczy, że jak się urodzi dziecko, to wizję masz i tak schować sobie do kieszeni? Absolutnie nie! Ale jest parę czynników, które mogą sprawić, że jednak nie wszystko pójdzie po naszej myśli. Są takie rzeczy, na które nie do końca możemy mieć wpływ i w tych naszych wizjach warto to uwzględnić. Chodzi tylko o to, żeby na siłę nie upierać się przy jednej wersji, tylko być nieco elastycznym. „Przepracuj” w swojej głowie alternatywny scenariusz, nawet jeśli mniej pożądany. Kiedy wbrew Twojej wizji, właśnie on będzie musiał być zrealizowany i nie będziesz mogła zrobić nic, żeby to zmienić, wtedy będzie łatwej zaakceptować taki stan rzeczy. Tym sposobem unikniesz frustracji, że coś poszło nie tak. Bo nie ma sensu analizować co by było gdyby!

dziecko - Pierwsze tygodnie z dzieckiem – sposoby na łatwiejszy początek

Współpraca z tatusiem

Zdaję sobie sprawę, że różnie to bywa z urlopem tatusiów po porodzie, ale zakładam optymistyczną wersję, że chociaż te dwa tygodnie możemy spędzić razem. Jest to fantastyczny czas na wzajemne poznanie się i zorganizowanie codzienności z malutkim dzieckiem, ale jest to również czas na regenerację mamy. Teraz, kiedy tata nie pracuje, trzeba jak najlepiej wykorzystać jego obecność i dużo odpoczywać, bo zapas sił po porodzie nie jest zbyt duży 🙂 Możliwości jest wiele: podział obowiązków w nocy, zamienne dyżury nocne, drzemki z dzieckiem lub odpoczynek, gdy tata jest np. na spacerze.

U nas najlepiej sprawdził się scenariusz: mama w nocy, tata w dzień. Jako, że nasz Synek dość ładnie spał praktycznie od początku, nie jadł też ekstremalnie długo, więc nie czułam potrzeby, żebyśmy wstawali oboje i oboje byli niewyspani. Mąż był pod ręką i zawsze mogłam go poprosić o pomoc, ale w nocy zwykle ogarniałam Małego sama. Za to w dzień korzystałam maksymalnie z obecności Męża, chociaż za drobne obowiązki domowe też się łapałam, bo dawały mi poczucie normalności i wbrew pozorom dodawało mi to energii (równocześnie ją zabierając 😉). Czasem korzystałam z możliwości drzemki w ciągu dnia, Mąż też więcej zajmował się Małym między karmieniami, a ja mogłam wtedy odpoczywać.

Śpij, kiedy tatuś nie śpi!

Teraz, kiedy Mąż już wrócił do pracy, to tym bardziej daję mu spokój w nocy, ale jeden element pozostał niezmienny. Korzystamy z niego w weekendy i w dni, gdy Mąż zaczyna pracę nieco później. Kiedy Mały się rano obudzi, to Mąż zabiera go z pokoju i mogę w całkowitej ciszy pospać dłużej godzinkę lub dwie. Czasem Mały w tym czasie i tak śpi, ale nie słyszę już jego sennych pomrukiwań, tylko mogę trochę odespać 🙂 Mąż czasem wstawał nawet i o 5.30 jeśli było trzeba, za to chodził spać nieco wcześniej, żebyśmy się mogli tak zamieniać. Wiem, że nie u każdego taki scenariusz będzie możliwy w tygodniu, ale warto szukać różnych opcji. U nas sprawdza się to doskonale do tego stopnia, że naprawdę rzadko odsypiam po południu.

Ah, te hormony!

To może nie jest związane bezpośrednio z dzieckiem, ale jakie ważne! O tym, jak hormony wpływają na kobietę w ciąży i po porodzie, to znam tylko z teorii. Nagłe zmiany nastrojów, czy płacz na widok reklamy z dzieckiem były mi zupełnie obce. Po porodzie miałam jeden słabszy dzień jeszcze w szpitalu. Ale nawet nie wiem, czy powinnam to zrzucać na hormony, czy to po prostu kumulacja emocji i zmęczenia. I chociaż rzeczywistość okazała się dla mnie łaskawa, to z teorii byłam przygotowana, ale przygotowałam również mojego Męża! Nie wiem czy każdy przyszły tata czyta wszelkie poradniki i wie co to jest baby blues. Ja wolałam uprzedzić i wielokrotnie powtarzałam, jakie siły mogą mną targać po porodzie 😉

Lepiej powiedzieć wcześniej o tym, co się może z nami dziać, poinformować, jak hormony mogą na nas wpłynąć. Inaczej po porodzie Mąż będzie zszokowany naszym stanem i z braku wiedzy stwierdzi „no odbiło jej do reszty!” 😉

Nie tylko mama jest od pocieszania

Nie wiem czemu, ale utarło się, że maluch najszybciej uspokaja się u mamy. Raz nawet ktoś z naszych znajomych skomentował ze zdziwieniem fakt, że nasz Synek przestał płakać będąc na rękach właśnie u taty. Jeśli dziecko potrafi się uspokoić tylko i wyłącznie przy piersi, no to tu nie mam sposobu. Ale jeśli dziecko płacze, to nie wyrywajmy go tacie z rąk – „daj mi go, ja go uspokoję”. Gwarantuję, że tatusiowie też mają swoje sposoby i uspokoją dziecko równie szybko jak mama. Korzyści odczują wszyscy, a szczególnie mamine ręce 😉

niemowlę - Pierwsze tygodnie z dzieckiem – sposoby na łatwiejszy początek

Sama z dzieckiem, czyli tata wraca do pracy!

Kiedy już nadchodzi ten smutny moment, że tata musi wrócić do pracy, kilka godzin dziennie musimy sobie poradzić same! Aby ułatwić sobie ten etap, zrób tak, żeby zbędne rzeczy nie zaprzątały Ci głowy. Odpuść sprzątanie, przygotuj garderobę dziecka nieco w przód. Na obiad zamów jedzenie z dostawą, albo przygotuj coś na zapas w weekend. Śpij razem z dzieckiem, kiedy ma drzemki, ale przede wszystkim….

Nie oczekuj!

Skoncentruj się na potrzebach dziecka. Nie oczekuj, że właśnie teraz poleży spokojnie na macie, bo Ty chcesz umyć włosy. Nie oczekuj, że pójdzie spać teraz, bo chcesz zjeść obiad. Ty będziesz się frustrować, a dziecko będzie niespokojne. Wiem, bo sprawdziłam i próby robienia czegokolwiek teraz, „bo teraz sobie o tym pomyślałam”, po prostu nie wychodzą. I nie znaczy to, że moje potrzeby są mniej ważne! Po prostu po talerz ze śniadaniem sięgam wtedy, jak Mały zadowolony bawi się na macie. Do łazienki wskakuję jak tylko zaśnie – nic się nie stanie jeśli poranna toaleta nastąpi koło południa 😉. To, co nabałaganię w ciągu dnia, ogarniam jeśli mam na to czas. Jeśli nie, to dopiero po powrocie Męża z pracy. Na spacer też idę wtedy, kiedy jest ładna pogoda, a mały jest najedzony. Jeśli ja nie zdążyłam nic zjeść, to wrzucam jabłko albo inną przegryzkę do torby, a obiad nadrabiam później.

Największe plusy takiego podejścia zauważyłam wtedy, gdy Mąż wyjechał na kilka dni. Przesuwanie moich mini-planów o pół godziny niewiele dla mnie zmienia. Za to mam radosne dziecko, które ma mamę blisko dokładnie wtedy, kiedy jej potrzebuje. I ja też dużo więcej radości czerpię ze wspólnego czasu i zabaw, gdy nie mam z tyłu głowy myśli, że chciałabym coś tam jeszcze teraz zrobić.

Tylko spokój może nas uratować!

A na koniec, co tu dużo mówić! Spokój, spokój i jeszcze raz spokój! I naprawdę, tylko on może nas uratować! 🙂 A nie ma nic gorszego niż zdenerwowany rodzic, próbujący uspokoić zdenerwowane dziecko. Czy to nie hipokryzja?! 😉

Im lepiej „oswoisz” się z nową rzeczywistością przed porodem, tym będziesz spokojniejsza o to, jak sobie poradzisz w nowej roli. Im bardziej ułatwisz sobie pierwsze tygodnie z dzieckiem, tym więcej spokoju i cierpliwości w sobie odnajdziesz, żeby mierzyć się z codziennymi nowościami i wyzwaniami. Zapoznaj się z trudnościami, jakie mogą Cię czekać, ale nie zakładaj od razu, że „moje dziecko, to na pewno nie będzie spało”, „ja to na pewno będę mieć przerąbane”. Spokój, odrobina luzu i dystansu i naprawdę jest możliwe, żeby cieszyć się macierzyństwem już od pierwszych dni!

7 komentarzy

  • Ania

    Super tekst. Szczególnie akapit o oczekiwaniach, rzeczywiście elastyczność i dostosowywanie się do aktualnej sytuacji wprowadza wiecej spokoju niz zamieszania i po prostu, paradoksalnie, więcej luzu.
    Zastanawia mnie tylko czemu nie lubisz określenia HNB? Czy to na zasadzie, że jak nie masz HNB to tego nie zrozumiesz? Bardzo jestem ciekawa Twojego zdania ma ten temat 😉

    • Cztery Listki

      Dziękuję bardzo 🙂 Nie przepadam za tym określeniem, bo jakby nie patrzeć jest to przyklejenie dziecku łatki. Dla mnie trochę inaczej brzmi “mam wymagające dziecko”, a inaczej “mam HNB”. Wydaje mi się, że bardzo łatwo nadużyć określenia HNB, bo nie ma żadnych widełek, w które wciskamy dziecko, żeby móc go określić mianem HNB. Nadanie dziecku tej łatki jest mocno subiektywne i uważam, że określenie tak dziecka nie jest tylko konsekwencją tego, że jest ekstremalnie wymagające, ale to miks zachowań dziecka i stanu emocjonalnego rodziców. Tu nic nie jest czarne albo białe i wszystko zależy od sytuacji. Bo np. weźmy mamę, która może liczyć na pomoc męża, bliskich, jest odciążona z wielu obowiązków i może zająć się tylko dzieckiem. Nawet jeśli ma wymagające dziecko, to będzie jej lżej jeśli nie ma na głowie wszystkich innych kwestii. A weźmy mamę, która oczekiwała, że będzie piła zawsze ciepłą kawę, że rozkręci biznes na macierzyńskim i będzie mieć dom na błysk. A dziecko, nawet nie HNB też potrzebuje sporo uwagi, więc taka mama nie jest w stanie zrobić wszystkiego, co zaplanowała, bo przecież dziecko jej potrzebuje i łatwo wtedy rzucić, że ma HNB. I może te dwa przypadki są nieco skrajne, ale chodzi mi o to, że bardzo dużo zależy od sytuacji i od kondycji psychicznej, jak i fizycznej mamy. Bo dzieci mogą być wymagające na podobnym poziomie, a dwie różne mamy będą to postrzegały w zupełnie inny sposób. I wiem, że HNB istnieją i to nierzadko, ale łatwo nadużyć tego określenia.

      • Ania

        Jako mama dziecka (o cechach) HNB nie mogę się z Tobą zgodzić. Co więcej, uważam, że nie zrozumie tego osoba, której dziecko jest dzieckiem o małych lub, po prostu, normalnych potrzebach. Nazwanie dziecka HNB, przyklejenie „łatki” o której wspominasz, tak na prawdę nie zmienia nic w podejściu rodzica – wpływ takich zachowań dziecka na jakość życia całej rodziny jest tak wielka (w dużej części negatywna), że rodzic, szczególnie mama chwyta się wszystkiego co by mogło tę jakość podnieść, Nie odpuści tego, żeby pracować z dzieckiem, szukać pomysłów jak uśpić, jak odłożyć, jak wyjść na spacer jeśli wózka dziecko nie lubi, jak zając na moment bo jest nieodkładane etc…. czegokolwiek co działa, żeby dziecko było zadowolone i przez to ona żeby była zadowolona. Wg. mnie jedyne co dalej określenie dziecka jako HNB to to, że zaczynasz szukać coraz więcej informacji na ten temat, docierasz do innych mam HNB, u których może znaleźć wsparcie, pomysły, czy po prostu dowiedzieć się, że „nie jest sama”.
        Mam wrażenie, że porównujesz to do przyklejenia dziecku łatki dziecko-dyslektyk. Gdzie bywa, że rodzice zamiast pracować z dzieckiem, odpuszczają „no bo to przecież dyslektyk”. Mają wytłumaczenie i to im wystarczy. Przy HNB określenie dziecka tym mianem to dopiero początek drogi.. a nie koniec.. 😉

        • Cztery Listki

          A ja myślę że nasze wypowiedzi nie do konca się wykluczają, nie chcę być źle zrozumiana, nigdzie nie napisałam, że rodzic, który twierdzi że ma HNB zaprzestaje prób znalezienia najlepszych sposobów na codzienność swoją i swojego dziecka. I ja wiem, że są takie dzieci, które są po prostu HNB bez względu na to jak je nazwiemy. I ogromnie podziwiam takich rodziców, bo skoro moje dziecko ma gorsze dni i wtedy też szukam sposobów żeby ulżyć sobie i mojemu dziecku, to mogę sobie tylko próbować wyobrazić jaką pracę muszą wkładać rodzice dziecka, które ma wszstkie cechy HNB. Tak jak napisałaś o dyslektyku, że bywa że rodzice mają wytłumaczenie i to zostawiają, to rozumiem co masz na myśli, ale nigdy nie patrzyłam na to w ten sposób, że jest dyslektykiem to nic z tym nie róbmy. I tak samo nie myślę o HNB. Absolutnie nie zarzucam nic rodzicom, w moim nielubieniu tego określenia nie ma ukrytego negatywnego, drugiego dna, tylko po prostu uważam, że każdy z nas jest inny i różne zachowania dziecka różnie na nas wpływają i różnie sobie z nimi potrafimy poradzić, w takim sensie psychicznym. Ale samo istnienie takiej “definicji” umożliwia nadużycia i niestety będą tacy rodzice, którzy powiedzą, że mają HNB, chociaż nie mają i nie wiedzą jakie trudności tak naprawdę się za tym kryją. I dla nich będzie to tylko usprawiedliwienie. I głównie o takie sytuacje mi chodzi, o te nadużycia, bo nie są one w porządku wobec tych wszystkich mam, które naprawdę mają ciężko. Za to słusznie zauważyłaś, że jeśli ktoś zaobserwuje, że ma HNB, to zdecydowanie łatwiej wtedy znaleźć wsparcie, możliwości wymiany doświadczeniami z innymi mamami mającymi HNB i można się przekonać, że nie jest się samemu w takiej sytuacji.

  • Pani Niedoskonała

    Dziękuję Ci za ten wpis. Nie tylko dlatego, że nie ubarwiasz macierzyństwa i piszesz, że bywa trudno, to jeszcze nie umniejszasz roli ojca. Wsparcie partnera jest często pomijane, a to właśnie Tatusiowie często ratują nasze palące się tyłki i potrafią nas odciążyć jak i poprawić nam humor – szczególnie w pierwszych tygodniach macierzyństwa.

    • Cztery Listki

      Miło się czyta takie komentarze 🙂 Każdy rodzic przeżywa trudne chwile z dzieckiem. Nawet jeśli na ogół dziecko nie jest bardzo wymagające, to przecież są okresy intensywnego rozwoju, ząbkowanie, czy po prostu od czasu do czasu złe dni i każdy rodzic musi się z tym kiedyś zmierzyć. A tatusiowie, poza karmieniem piersią mogą robić dokładnie to samo co mama i są tak samo ważni! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *