zeszyty - Przygoda z bujo – moje początki
Codzienność

Przygoda z bullet journalem – moje początki

W bullet journalu planuję już ponad rok. Zaczęłam w kwietniu 2018 i od tamtej pory moje planowanie nieco się zmieniło. W międzyczasie miałam też krótką przerwę, ale w bullet journalu fajne jest właśnie to, że w każdym momencie można przestać i wrócić do planowania wtedy, kiedy będziemy tego potrzebować. I to bez marnowania żadnych stron, jak miałoby to miejsce w przypadku datowanego kalendarza.

Mój pierwszy bullet journal

Mój pierwszy bullet journal założyłam w notatniku B5, który przywiozłam z Indii. Taki akurat miałam, więc go użyłam. Nie był to taki najzwyklejszy zeszyt, ale jednocześnie nie inwestowałam w nowy, bez sprawdzenia czy planowanie „na własną rękę”, bez gotowego kalendarza to coś dla mnie. Tworząc ten planer, nie wiedziałam nawet co to jest bullet journal, więc nie było w moim planerze ani indeksu, ani klucza, ani habit trackera, ani nic, co popularne w bullet journalach. Ale było po mojemu. Tworzyłam po prostu planer, który miał mi pomóc ogarnąć moje sprawy. Był to czas, kiedy zajmowałam się organizowaniem własnego wesela i początki mojego bloga, więc chciałam sobie to jakoś uporządkować razem z bieżącymi obowiązkami. Dopiero po jakimś czasie odkryłam co się kryje pod nazwą bullet journal i wprowadzałam nowe elementy.

organizacja i planowanie - Moje sposoby na lepszą organizację – zaczynamy planowanie!

We wpisie o moich sposobach na lepszą organizację opisałam, co zawierał mój planer w środku. System kolorowych karteczek, które przyklejałam na strony tygodniowe sprawdzał się całkiem dobrze. Nie musiałam rysować co miesiąc nowych tabelek, w komentarzach do wpisu było mnóstwo zachwytów nad tym pomysłem. Minusem tego systemu było to, że nie mogłam wracać do starych notatek (zrealizowane karteczki po prostu wyrzucałam, a czasem potrzebowałam daty czegoś co miało miejsce np. w poprzednim miesiącu), nie miałam też uwzględnionego miejsca na dalsze plany, których datę znałam z większym wyprzedzeniem. Po pewnym czasie znudziło mi się też to, że cały czas wklejam te karteczki w tym samym miejscu, a gładkie strony utrudniały trochę pisanie i rysowanie tabelek. Pomimo tych małych niedociągnięć, zeszytu używałam aż do końca roku, więc prawie 9 miesięcy. Moim zdaniem całkiem sporo.

Bullet journal – zeszyt drugi

Od stycznia zaczęłam plany w nowym zeszycie. Nowy rok, nowy planer! 😉 Ponownie wykorzystałam to, co już miałam w domu – kołonotatnik B5, tym razem w kratkę. Okleiłam tylko okładkę, bo było na niej logo jakiejś firmy. Nadal nie używałam żadnych oznaczeń do poszczególnych zadań, ani indeksu. Za to moje tygodniówki zmieniły nieco wygląd, nie było już karteczek, ale nie rysowałam też tabelek. Był tylko dzień tygodnia z datą i nazwa miesiąca na każdej stronie. Używałam wtedy dwóch kolorów pisaków, żeby odróżnić kolejne miesiące i czarny cienkopis. Było bardzo estetycznie i przejrzyście.

zeszyt2-Przygoda z bullet journalem – moje początki

W tym czasie pracowałam nad zmianami na blogu i w moim bullet journalu robiłam sobie długoterminowe plany wszelkich zadań, jakie musiałam wykonać. W tych zmianach towarzyszyła mi książka „Bądź online” Oli Gościniak, więc w bullet journalu znalazło się też miejsce na szczegółowe notatki. Wtedy zauważyłam minus mojego systemu. Zeszyt się kończył, a ja nadal chciałam mieć dostęp do moich notatek, długoterminowych planów i list. Przepisywać je do nowego? Bez sensu.

Wtedy stwierdziłam, że na potrzeby mojego planowania przydałby mi się drugi zeszyt. Jeden na bieżące plany i listy zadań, a drugi na notatki, które zostaną ze mną na dłużej. Ten pierwszy skończy się dużo szybciej i będę mogła go zastąpić nowym, bez straty ważnych informacji, a drugi będzie mi nadal towarzyszył. W tym drugim zeszycie działałam więc tylko 3 miesiące. Wiedziałam już wtedy co mi się sprawdza i postanowiłam, że kolejny bullet journal, a właściwie dwa, zostaną ze mną na dłużej – do ostatniej kartki 🙂

Co dziś zawiera mój bullet journal i jakich akcesoriów używam?

Jak zaplanowałam, tak zrobiłam. Obecnie korzystam z dwóch notesów. I tym razem nie skusiłam się na te najbardziej popularne firmy. Swoje notesy w rozmiarze A5 znalazłam w Tigerze za ok. 20 zł. Są w twardej, jakby skórkowej oprawie, mają ok. 100 kartek. Kartki są na tyle grube, że nawet pisaki nie przebijają. Używam ich już prawie 7 miesięcy i nadal wyglądają jak nowe. Liczę, że taki stan się utrzyma, bo nie zużyłam nawet połowy żadnego z nich. Jeśli będę kiedyś potrzebowała nowych zeszytów, to z chęcią kupię takie same, bo jestem bardzo zadowolona z jakości.

bujo zeszyty - Przygoda z bullet journalem – moje początki

Wnętrze bullet journali

Pierwszy bullet journal to wszystkie bieżące sprawy. Mam w nim listy zadań na każdy dzień, habit trackery, future log, tygodniówki, codziennik i kalendarz z planami związanymi z blogiem. Co miesiąc robię nowe tabelki i pracuję na tych kilku stronach przeznaczonych na dany miesiąc.

Drugi bullet journal to wszystko to, co chcę zachować na dłużej. Mam tu wszystkie notatki, które nie tracą ważności wraz z końcem miesiąca. Nazwałabym to kolekcjami, ale zdecydowanie wolę pojęcie list lub po prostu notatek. I jest tu wszystko począwszy od celów na 2019 rok, przez sprawy domowe, również te dotyczące naszego Synka, plany i listy związane z blogiem, aż po listy książek, czy urodziny. Jest tego dużo, ale część powstaje na bieżąco, a część została stworzona raz i teraz zaglądam, kiedy potrzebuję.

rozkładówka-Przygoda z bullet journalem – moje początki

Jeśli szukacie inspiracji i lubicie oglądać planery w środku, to w kolejnych wpisach pokażę, jak to dokładnie wygląda i wyjaśnię dlaczego tak, a nie inaczej 🙂

Akcesoria

W moich planerach na próżno szukać pięknych stron tytułowych, czy kolorowych obrazków. Uwielbiam takie oglądać, ale u mnie króluje minimalizm. Po pierwsze dlatego, że zajmowałoby mi to zbyt dużo czasu, a po drugie, nie mam po prostu talentu 😉

Jeśli chodzi o akcesoria, to tu zdecydowanie można popłynąć. Począwszy od naklejek, przez cienkopisy, zakreślacze, aż po taśmy washi. Ale i w tym przypadku, u mnie wiele nie znajdziecie 😉 Akcesoria są super i chętnie kupiłabym je wszystkie, ale w praktyce używam ich bardzo mało.

akcesoria-Przygoda z bullet journalem – moje początki

W moich notesach najczęściej używam czarnych cienkopisów i najzwyklejszych kolorowych pisaków. Każdy miesiąc ma swój kolor, używam ich też do nagłówków, podkreśleń lub żeby coś odznaczyć. Tak mi się podoba najbardziej i tak jest dla mnie najbardziej czytelnie. W Tigerze znalazłam kiedyś zestawy naklejek, ale używam ich tylko do zaznaczania ważniejszych zadań i wydarzeń. Mam też kilka taśm washi, kupiłam je przy okazji w zwykłym markecie. Kiedyś używałam ich więcej, teraz od czasu do czasu służą mi do podzielenia strony albo… do zaklejenia miejsca, gdzie się pomyliłam – o ile to możliwe! Bo ja z tych, co lubią mieć ładnie, bez kreślenia, ale też bez przesady, bo nie o to w bullet journalu chodzi! 🙂

 

A jak wyglądały Twoje początki z bullet journalem? Planowanie w pięknie ozdobionym zeszycie, czy minimalizm? Co u Ciebie sprawdza się najlepiej? 🙂 Podziel się w komentarzu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *